O mnie

Wystawa prac Wystawa prac Wystawa prac Na peryferiach idiotyzmu dorodne Panie potrząsają historią w imię wolności sztuki. Przebudzenie potrzebne, chociaż cokolwiek spóźnione. Dla świętego spokoju z Eryniami biorę rozbrat. Decyzja z mojej strony trudna, chociaż przyjęta ze zrozumieniem, bo coś tu śmierdzi. Trudna dla mnie też i z tego powodu, że utracona pozycja obserwatora pozbawia mnie przyjemności przeżywania upadku w "przestrzeni społecznej". Co prawda sprzyja i wzbogaca stan mego ducha. A może nawet, co ważniejsze, inspiruje do odważnych wystąpień kiepskich pochlebców. Uwięzieni w "masie krytycznej" spacyfikowaliśmy już wszystko to, co funkcjonowało w naszej świadomości jako wartość. Muzeum do "masy krytycznej" magazynu, galerię do punktów sprzedaży rzeczy używanych. Teraz, jak widać, nie czas na polemikę o wartościach aksjologicznych, o kryteriach oceny, zupełnie odrzuconych, fałszywych hierarchiach, mechanizmach itp. Szaleją natomiast wszelkiej maści aktywiści marnej jakości i profesji, którym dedykuję fragmencik za Gazetą. Pobiedonosikow powiada: "A ja was proszę w imieniu wszystkich robotników i chłopów, abyście mnie nie budzili. Też sobie budzik! Wyście powinni pieścić mi ucho a nie budzić, wyście powinni pieścić mi oko a nie budzić". Według Pani Redaktor mamy w "Łaźni" Majakowskiego klasyczny konflikt - może i mamy, ale czy tylko. Do Awinionu się nie wybieram. Nie, żeby tylko się pokazać. Podobno strasznie cuchnie. Tylko patrzeć kiedy nasi się ruszą i zamknięte w "klatach" naguski zaczną nie tylko od fekaliów, ale i opluwania - będzie super.

J.N.: Myślę, że w obrazach przejawia się sfera moich zainteresowań. To próba penetrowania obszarów niejasnych, dotąd niezdefiniowanych. Ostatnie moje obrazy mogą przypominać świat bliski rzeczywistości, niemniej w całej twórczości warstwa przedstawieniowa, jak sądzę, jest jakąś tajemnicą, czymś, co ma może nawet własną metafizykę - dzięki odsłanianiu się tych jakichś dziwnych rzeczy, choć nigdy nie do końca. Są one wydzielone, osobne, same dla siebie tworzą konteksty, a wobec człowieka usytuowane są w pewnej obojętności. Są, ale czy istnieją naprawdę? Są - bo istnieją na obrazie. Lecz nie można ich wziąć do ręki, gdzieś umieścić, zobaczyć gdzie indziej. Egzystują, ale nie udaje się przypisać im żadnego znaczenia.

Myślę, że wszystko to także wynika z pewnej mojej abnegacji - może jest to nawet pancerz, przyodziany trochę nieświadomie, by chronił przed tym, co się dzieje w sztuce. Ale niezależnie od tego, czym to jest i skąd się bierze, daje mi to możliwość budowania świata, który mogę nazwać własnym. Podlega on ciągle procesowi weryfikacji w granicach objętych obszarem wyobraźni. Wzięty wprost z rzeczywistości zewnętrznej byłby bardzo ubogi. Szukam więc rzeczy, które tworzą inny podtekst i trochę odmienną sytuację, bardziej nośną, właśnie przez swoją wieloznaczność.

W moim malarstwie, w zamierzeniu, miało być coś parasymbolicznego. Te meta-symbole, meta-przedmioty, to całe podwórko. Może wszystko jest bardziej samym pojęciem aniżeli próbą zdefiniowania czegoś. Chodzi przecież o ten świat wartości, który dotyczy bezpośrednio mnie. Z którym bywam.

Zapewne jest i tak, że mówimy tylko tę część prawdy, której dziś potrzebujemy. Nic się tutaj z sobą nie zgadza. Najczęśćiej bywa tak, że to co niewyobrażalne staje się prawdopodobne. Czy to oznacza, że moje "być" tylko pozornie odnosi się do teraz. Poza tym wszędzie to poplątanie. Tutaj też.

W jakiej przestrzeni usytuować ten niby-przedmiot. Nie ma w nim nic lub prawie nic z realności. Po prostu jest jaki jest. Siedzi takie coś na krawędzi czegoś. Zastanawiam się, czy się nie nudzi. Właśnie gdzieś tutaj przebiegła ta linia podziału na to co fizyczne i transcendentne.

"Czym jest nie wiedziałem, jak teraz wiem" - Księga obrazów, Rainer Maria Rilke

Copyright © Juliusz Narzyński

Projektowanie stron www: WebReklama